Festiwal wina Areni 2021: relacja z winobrania

Festiwal wina Areni 2021: relacja z winobrania

Jazda w sobotni poranek

Festiwal wina Areni odbywa się na początku października, podczas winobrania, w wiosce Areni i okolicach, przy wjeździe do wąwozu Amaghu w prowincji Vayots Dzor. Byłem w Areni raz wcześniej, krótko, przejeżdżając. Tym razem pojechałem z Erywania specjalnie na festiwal, wyjeżdżając o 8 rano, by dotrzeć tam przed pierwszymi wycieczkami.

Autostrada M2 na południe biegnie wprost przez dolinę Araratu, a droga do Areni zajmuje około dwóch godzin w normalnych warunkach. W październiku winnice przy drodze są w pełni kolorów — żółte i czerwone, liście poluzowane, ale jeszcze nie opadłe, grona w większości zebrane, ale kilka kiści jeszcze wiszących. Dolina Araratu w październiku to ciepła strona jesieni: wciąż 20–25°C w ciągu dnia, niebo w tym szczególnym błękicie, który przychodzi z suchą porą roku.

Zaparkowałem niedaleko wioski i ruszyłem w stronę terenu festiwalowego, idąc za dźwiękiem wzmocnionego duduka. Duduk to instrument, którego Armenia używa przy ważnych okazjach — piszczałka stroikowa wyrzeźbiona z drzewa morelowego, której brzmienie jest niskie i chrapliwe, niepodobne do niczego z zachodniej tradycji orkiestrowej. Z daleka, przez uliczki wioski, brzmi jak krajobraz sam wytwarzający muzykę.

Deptanie winogron

Główną atrakcją festiwalu dla turystów jest deptanie winogron. Wielkie drewniane koryta wypełnia się gronami odmiany Areni Noir — autochtoniczną odmianą uprawianą w tej dolinie od ponad 6000 lat, odkąd działała winiarnia w jaskini Areni-1 — i goście są zapraszani do zdjęcia butów i robienia tego, co tu robiono, zanim ktokolwiek pomyślał, by to zapisywać.

Deptałem winogrona przez około dwadzieścia minut. Odczucie jest specyficzne: winogrona są lekko zimne na dole sterty, ocieplające się w miarę, jak idziesz. Pękają inaczej w zależności od odmiany i dojrzałości — jedne z trzaskiem, inne z powolnym uginaniem. Sok jest ciemnofioletowy i barwi wszystko. Moje stopy były jeszcze lekko fioletowe następnego ranka.

Kobieta zarządzająca korytem — farmerka z wioski powyżej Areni o imieniu Narine, po sześćdziesiątce, w tradycyjnym fartuchu — obserwowała różnych turystów robiących to z wyrazem twarzy kogoś, kto widział tę scenę setki razy. Nie była lekceważąca; była po prostu wyważona. Kiedy wyszedłem i odsunąłem się na bok, powiedziała coś po ormiańsku, a młodsza kobieta przy niej przetłumaczyła: „Mówi, że robiłeś to dobrze. Większość ludzi po prostu skacze.”

Wziąłem to za komplement.

Hin Areni: winiarnia, która sprawiła, że zacząłem traktować ormiańskie wino poważnie

Festiwal ma różne stoiska producentów ustawione na wiejskim placu i w okolicach. Postarałem się dotrzeć do stołu Hin Areni wcześnie, zanim uformuje się kolejka.

Hin Areni to jedno z najbardziej szanowanych nazwisk w ormiańskim winie — producent pracujący z autochtonicznymi odmianami (Areni Noir, Kangun, Voskehat) metodami minimalnej interwencji, które przyciągnęły uwagę miłośników naturalnego wina na świecie. Parcele winnicy leżą w wzgórzach nad wsią, na wysokościach od 1100 do 1400 metrów, na wulkanicznych glebach nadających Areni Noir jego szczególny charakter.

Młody winiarz, który tego dnia nalewał — wydaje mi się, że miał na imię Artur, choć nie jestem pewien — dał mi krótkie i niezamówione wyjaśnienie, dlaczego rocznik 2021 będzie interesujący: sucha wiosna, a po niej chłodniejsze niż zwykle lato, skoncentrowały smaki bez utraty świeżości. Wręczył mi szklankę wciąż fermentującego nowego soku obok kieliszka dojrzałego wina z rocznika 2019 i porównanie było pouczające. Rok 2019 był ciemny, strukturalny, z suszoną wiśnią i lekką nutą ziołową. Nowy moszcz był świeży, niemal fioletowy, z taninami dopiero zaczynającymi się rozwijać.

Kupiłem trzy butelki z rocznika 2019 za około 12 000 AMD każda i zawiozłem je do samochodu na końcu dnia z troską, którą okazujesz rzeczom, które zrobiły na tobie konkretne wrażenie.

Trinity Canyon Vineyards

Trinity Canyon to drugie ważne nazwisko w okolicach Areni — większa operacja z bardziej formalnym zapleczem dla odwiedzających i winami trafiającymi na inny rynek (eksport do Europy i Stanów Zjednoczonych). Ich obecność na festiwalu była znacząca: dobrze zorganizowany stół degustacyjny z pełnym zakresem białych i czerwonych, właściwy edukator winny prowadzący ustrukturyzowane degustacje i zarządzanie kolejką.

Degustację Trinity Canyon robiłem podczas drugiego okrążenia festiwalu. Ich Areni Noir reserve to inny styl niż Hin Areni — bardziej ekstrakcyjne, bardziej oczywiste strukturalnie, nastawione na międzynarodowe podniebienia, z większą ilością nowej dębiny niż podejście Hin Areni. To nie jest krytyka; to inna filozofia, skierowana na inny rynek eksportowy. Wino jest dobre. Ich białe Voskehat — z autochtonicznej białej odmiany dającej chrupiące, mineralne wina z tych wysoko położonych gleb — było niespodzianką mojej degustacji: więcej charakteru niż u większości ormiańskich białych win, jakie piłem.

Odbyłem długą rozmowę z frankofońskim kupcem wina z Lyonu, który poważnie degustował przy stoisku Trinity Canyon i robił notatki. Powiedział mi, że od trzech lat przyjeżdża na ormiańskie festiwale wina i że trajektoria jest uderzająca — jakość znacznie się poprawiła, a różnorodność stylów poszerzyła. „Odkrywają, co mają” — powiedział. „To jest interesujący moment.”

Producenci koniaku na festiwalu

Festiwal wina obejmuje nie tylko wino, ale pełen zakres ormiańskich produktów fermentowanych i destylowanych. Kilku małych producentów koniaku — termin „koniak” w Armenii jest skomplikowaną kwestią terminologiczną, bo prawdziwy Cognac jest geograficznie chroniony do regionu Cognac we Francji, ale ormiański koniak nosi tę nazwę od XIX wieku — miało stoiska na festiwalu, oferując degustacje swoich destylowanych z winogron produktów w wieku od trzech do piętnastu lat.

Ormiański koniak w najlepszym wydaniu jest jedną z niedocenianych przyjemności kraju. Najbardziej znany jest zakres Ararat Yerewańskiej Fabryki Koniaków, ale kategoria małych producentów znacznie się rozrosła w ostatnich latach. Na festiwalu degustowałem 10-letni koniak od rodzinnego producenta z Vayots Dzor, którego nazwiska nie zapamietałem, ale którego produkt miał charakterystyczne nuty suszonej moreli, wanilii i lekkiego tytoniu, rozwijające się w dobrej ormiańskiej brandy w tym przedziale wiekowym. Cena wynosiła około 15 000 AMD za butelkę — znacznie mniej niż komercyjny odpowiednik.

Była też wódka z morwy (oghi) — codzienny trunek ormiańskiej wsi: domowej produkcji, zazwyczaj bardzo mocna, serwowana w małych kieliszkach jako aperitif do każdego posiłku. Kilku sprzedawców na festiwalu miało oghi obok wina, a smak był dokładnie taki, jak domowe trunki z winogron i morwy: surowe, mocne i jakoś specyficzne dla tego miejsca.

Lavash i kuchnia pod gołym niebem

Na skraju terenu festiwalowego kilka kobiet demonstrowało tradycyjne pieczenie lavasha w tonirze — glinianym podziemnym piecu stanowiącym centrum ormiańskiej kultury chleba. Lavash jest wpisany na Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, a proces pieczenia — wałkowanie ciasta na cienko jak papier, a następnie przyklejanie go do zakrzywionej ściany wnętrza toniru, odrywanie sekund później — to jedna z tych praktycznych umiejętności, które stają się piękne, gdy wykonuje je ktoś, kto robił to tysiące razy.

Patrzyłem przez długi czas. Kobiety pracowały parami: jedna wałkowała, druga piekła, żadna nie patrząc na to, co robiła druga — koordynacja całkowicie naturalna. Gotowy lavash był wręczany odwiedzającym na miejscu — wciąż ciepły, wciąż lekko miękki przy brzegach. Z kawałkiem białego sera od pobliskiego sprzedawcy i kieliszkiem Areni Noir był lepszym obiadem niż większość restauracji, w których jadłem.

Jaskinia Areni-1: światowy rekordzista

Kilka kilometrów w górę drogi od terenu festiwalowego jaskinia Areni-1 leży na zboczu ponad rzeką Arpa. Jaskinia była odkopywana od 2007 roku przez wspólny ormiańsko-amerykańsko-irlandzki zespół pod kierownictwem Borisa Gasparjana, a to, co znaleźli w środku, zmieniło rozumienie początków winiarstwa: kompletna winiarnia datowana na około 6100 lat temu, w tym kadź fermentacyjna, ściśnięte skórki winogron, nasiona, naczynia ceramiczne i kubek do picia. To najstarsza znana winiarnia na świecie.

Miejsce jest otwarte dla zwiedzających, a wejście do jaskini — która jest czynnym stanowiskiem archeologicznym, z trwającymi wykopami w głębszych partiach — daje konkretny fizyczny związek z historią tego, co pijesz, otwierając butelkę Areni Noir. Odmiana winogron uprawiana dziś w tej dolinie jest bezpośrednim potomkiem winogron fermentowanych w tej jaskini sześć tysiącleci temu. Ciągłość jest na tyle niezwykła, że warto stanąć przed nią.

Jaskinia zawiera też dowody zamieszkania sprzed winiarni: narzędzia, kości zwierzęce, szczątki kobiety (znane jako „Dama z Areni”) w pochówku datowanym na około 5000 lat temu. Ekspozycja przy wejściu do jaskini objaśnia warstwy w językach ormiańskim i angielskim.

Połączenie wizyty w jaskini z festiwalem wina jest naturalne — jaskinia jest dziesięć minut jazdy od terenu festiwalowego — i umieszcza wino, które degustujesz, w możliwie najdłuższym historycznym kontekście. Przewodnik po Areni omawia jaskinię, winiarnie i kombinację z klasztorem w wąwozie.

Duduk, gdy słońce zachodzi

O 17:00 tłum festiwalowy przerzedził się. Wycieczki odjechały, profesjonalni kupcy poszli dalej, a to, co pozostało, miało bardziej lokalny charakter: rodziny z Erywania, ludzie z okolicznych wiosek, kilku pozostałych turystów, którzy postanowili, jak ja, zostać po oficjalnym programie.

Gracz na duduku ustawił się na małej scenie przy placu wioski. Grał sam, bez akompaniamentu — tradycyjny ormiański repertuar lamentów, utwory kojarzone ze stratą i pamięcią. W wieczornym świetle, gdy ściany wąwozu czerwieniły się za wsią i w powietrzu unosił się zapach winobrania winogron, muzyka była poruszająca w sposób, który wydawał się niemal niesprawiedliwy w swojej bezpośredniości. Stary mężczyzna stojący niedaleko mnie płakał cicho, nie robiąc żadnego ruchu, by to ukryć. Nie pytałem go dlaczego.

Po to są festiwale winobrania, w samej swojej istocie: nie dla deptania winogron, nie dla degustacji wina, nie dla straganów z jedzeniem, ale dla momentu, gdy roczna praca dobiegła końca, światło gaśnie i ktoś gra muzykę łączącą ten dzień ze wszystkim, co przed nim.

Wróciłem do Erywania ciemnością, z trzema butelkami Hin Areni na tylnym siedzeniu.