Odkrywanie Armenii po raz pierwszy: relacja z 2018 roku

Odkrywanie Armenii po raz pierwszy: relacja z 2018 roku

Lądowanie w różowym mieście

Lot z Wiednia wylądował na Zvartnots o wpół do pierwszej w nocy. Zrobiłem zwykłe badania przed podróżą — zdjęcia klasztorów, karty Wikipedii, jeden wątek na forum, który nazywał Armenię „najbardziej niedocenianym krajem w Europie”, co jest technicznie błędne (to jest Kaukaz), ale emocjonalnie dokładne. Czego nie przygotowałem to kroku za terminal w łagodne, kwietniowe powietrze i natychmiastowe poczucie, że jestem gdzieś naprawdę innym.

Mój taksówkarz — bez licznika, naturalnie, ale cena, którą uzgodniliśmy SMSem, była uczciwa — wiózł mnie autostradą do Erywania o 1 w nocy. Miasto było bardziej przebudzone niż oczekiwałem. Kaskada była oświetlona od dołu, jej tarasowane granitowe schody świeciły białawo na tle ciemnego wzgórza za nią. Miałem nos przyciśnięty do szyby jak nastolatek.

Hotel, który zarezerwowałem, był na bocznej uliczce przy Placu Republiki. Rano, gdy odciągnąłem zasłony, zrozumiałem, dlaczego wszyscy mówią o kamieniu. Erywań jest zbudowany z tufu — skały wulkanicznej wahającej się od bladego kremu do głębokiej różu w zależności od kamieniołomu i światła. W porannym słońcu w kwietniu ulica poniżej mnie była naprawdę różowa. Nie instagramowo-filtrowa różówka bloga podróżniczego, ale ciepła, zakurzona, lekko zużyta różówka miasta budującego w tym materiale od stulecia. Stałem przy oknie dłużej niż zamierzałem.

Plac Republiki i pierwsza dezorientacja

Poszedłem na Plac Republiki przed śniadaniem, co jest łatwe, gdy wszystko jest w odległości piętnastu minut od wszystkiego. Plac jest duży — sowiecki, zaprojektowany, by sprawić, że poczujesz się odpowiednio mały — ale otaczające budynki, obliczone w tuf, łagodzą to, co mogłoby inaczej wydawać się przytłaczające. Galeria Narodowa kotwi jedną stronę. Fontanny nie działały jeszcze w połowie kwietnia, co było lekkim rozczarowaniem, ale oznaczało też, że miałem plac głównie dla siebie.

Usiadłem na ławce i próbowałem zebrać myśli. Ormiańskie pismo na szyldach kawiarni było dla mnie całkowicie nieprzejrzyste, co było pouczająco upokarzające. Mówię czterema językami; żaden z nich nie jest tu zdalnie pomocny. Mężczyzna sprzedający kwiaty z drewnianego wózka przy placu zauważył moją turystyczną dezorientację i powiedział po prostu: „Potrzeba panu kawy?” Wskazał na kawiarnię. Poszedłem za jego radą. Kawa była ormiańska, czyli mocna, niefiltrowana i serwowana w małej filiżance bez przeprosin. Dobry początek.

Tego pierwszego ranka błąkałem się bez planu. Ulica Abowiana, piesze arterie biegnące od Placu Republiki w górę w stronę Kaskady, jest wyłożona kawiarniami i księgarniami. Matenadaran — wielka biblioteka rękopisów siedząca na szczycie Alei Masztoca, widoczna z większości miasta — nieustannie pojawiał się na końcu ulic. Zrobiłem notatkę, by tam wejść, a potem, charakterystycznie, nie dotarłem aż do czwartego dnia.

Kaskada, bez pośpiechu

Wspinałem się na Kaskadę drugiego wieczoru. Kaskada to jednocześnie ogromne zewnętrzne schody (500-parę stopni) i muzeum sztuki rozłożone przez wiele galerii wbudowanych w zbocze. Można wchodzić pieszo lub ruchomymi schodami — wszedłem pieszo, zjechałem ruchomymi schodami i nie czułem z tego powodu żadnego wstydu.

Zewnętrzne rzeźby na każdym poziomie to nieprzewidywalna mieszanka: brązowy kot Fernanda Botero, monumentalne figury kolumbijsko urodzonego artysty rozproszone po tarasach, czuły się zarówno zaskakujące, jak i całkowicie u siebie. Na górze miasto rozciąga się poniżej — cały ten tuf i sowiecki beton, i sowieckie modernistyczne wieże — z górą Ararat unoszącą się na horyzoncie, widoczną tego wieczoru, bo północny wiatr wyczyszczył mgłę. Góra jest technicznie w Turcji. Stąd wygląda, jakby należała do miasta. Rozumiem, dlaczego Ormianie tak to czują.

Jest bar na szczycie ruchomych schodów, gdzie można wypić kieliszek lokalnego wina i obserwować zachód słońca za Araratem. Zrobiłem to. Mogę potwierdzić, że to jedna z lepszych rzeczy, jakie zrobiłem w mieście.

Garni i pogański świątynia, której się nie spodziewałem

Trzeciego dnia dołączyłem do małej wycieczki grupowej do Garni i Geghard. Droga na południe z Erywania wiedzie przez dolinę Araratu, a następnie w górę w tereny wąwozowe Kotajku. Krajobraz zmienia się szybko z płaskich winnic na skaliste skarpy, a droga wspina się w sposób, który sprawia, że silnik pracuje.

Garni był niespodzianką wycieczki do tej pory. Przyznam, że umieściłem go jako „też świątynię” w mojej mentalnej hierarchii ormiańskich miejsc — coś do odhaczenia po drodze do klasztoru. To był błąd. Hellenistyczna świątynia w Garni jest jedyną ocalałą pogańską świątynią na Kaukazie Południowym. Stoi na bazaltowym przylądku ponad głębokim wąwozem, doskonale wpisana w skały. Została zbudowana w I wieku n.e., najprawdopodobniej przez ormiańskiego króla Tiridatesa I, przeżyła — ledwo, w kawałkach — i została odbudowana w latach 70. XX wieku. Archeologia tutaj jest interesująca, a historia restauracji warta poznania przed wizytą.

Stałem przed świątynią dwadzieścia minut dłużej niż grupa, ignorując wymowne spojrzenie przewodniczki na zegarek. Kolumny mają właściwą wysokość. Kamieniarstwo to kaukaski bazalt, ciemny i precyzyjny. W dole wąwozu widać Symfonię Kamieni — sześciokątne kolumny bazaltowe uformowane przez starożytne przepływy lawy chłodzące w pionowych geometrycznych kolumnach. Podobieństwo do własnej bazaltowej konstrukcji świątyni jest przypadkowe, ale uderzające. Zszedłem, by na nie popatrzeć, podczas gdy reszta grupy jadła lavash w górnej kawiarni na świeżym powietrzu.

Klasztor Geghard, wyrzeźbiony częściowo w żywej skale wąwozu, był niezwykły w innym rejestrze — ciemniejszy, bardziej tajemniczy, rodzaj miejsca przypominającego, że „atmosfera” to prawdziwa rzecz, nie termin marketingowy.

Tatew i kolej linowa

Zostawiłem Tatew na ósmy dzień, kiedy odwiedziłem już Chor Wirap, jezioro Sevan i Etchmiadzin. Droga z Erywania do Gorisu zajmuje około czterech godzin na południowej autostradzie — długi, prosty odcinek przez dolinę Araratu, potem wspinaczka przez coraz bardziej dramatyczne górskie tereny do prowincji Syunik. Z Gorisu droga do stacji kolejki linowej w Halidzorze wije się przez więcej terenów wąwozowych.

Wings of Tatev zostały otwarte w 2010 roku i przez kilka lat utrzymywały rekord świata najdłuższej nieprzerywanej kolei linowej z podwójnym torem. Liczby: 5,7 kilometra, 320-metrowe zejście do wąwozu Vorotan, około dwunastu minut przejazdu. Pojechałem wcześnie, by uniknąć najdłuższej kolejki. We wrześniu w szczycie sezonu, rozumiem, czekanie może trwać ponad godzinę; w połowie kwietnia było może trzydzieści osób przede mną.

Jadąc, rozumiesz, dlaczego liczby mają mniejsze znaczenie niż doświadczenie. Wąwóz poniżej jest zawrotny. Klasztor pojawia się najpierw jako skupisko ciemnych kamiennych dachów na płaskowyżu, potem rośnie w miarę schodzenia. Ściany doliny są prążkowane szarościami i ochrami. W pewnym momencie kabel opada przez chmurę jaskółek. Ostrzegano mnie, że jest „nie dla nerwowych” i mogę potwierdzić, że pierwsze pięć minut wymaga pewnego pogodzenia się z sytuacją.

Sam klasztor Tatew jest ogromny — kompleks kościołów, gavitów, prasy olejarskiej i słynny kołyszący się filar zwany Gavazan, który służył jako wskaźnik sejsmiczny. Spędziłem trzy godziny w środku i wokół. Klasztor pochodzi głównie z IX wieku, choć są wcześniejsze fundamenty. Otoczenie — wąwóz, płaskowyż, odległe góry — jest jednym z najbardziej dramatycznych w kraju, który specjalizuje się w dramatycznych otoczeniach klasztorów.

Dla praktycznej strony odwiedzania Tatew, przewodnik po klasztorze Tatew zawiera wszystko, czego potrzebujesz o logistyce, biletach i czasie.

Co pierwszorazowcy zwykle robią źle

Będę uczciwy co do moich błędów, bo relacje z podróży są bardziej użyteczne, gdy je zawierają.

Nie doceniłem odległości. Armenia jest mała na mapie — mniej więcej wielkości Belgii — ale drogi to drogi górskie, a 250-kilometrowa jazda do Tatew zajmuje cztery godziny, nie dwie. Planuj odpowiednio.

Nie doceniłem też zmienności ciepłoty. Kwiecień w Erywaniu jest przyjemny, około 15–18°C. Kwiecień w Tatew, na wysokości, był wyraźnie chłodniejszy, i byłem za lekko ubrany na spacer pod górę od stacji kolejki linowej. Weź warstwę nawet jeśli Erywań wydaje się ciepły.

Inny błąd to spędzanie zbyt dużo czasu w restauracjach Erywania wokół Placu Republiki. Jedzenie było w porządku; ceny nie były. Restauracje na tylnych uliczkach za Abowianem — Lavash, Sherep, Sayat-Nova — były lepsze pod każdym względem i kosztowały ułamek. Zapytaj hotel; będą wiedzieć.

Do poruszania się korzystałem głównie z GG Taxi na telefonie. W Armenii nie ma Ubera, ale GG działa dobrze, a ceny są przejrzyste. Do dłuższych wycieczek jednodniowych rezerwowałem małe wycieczki grupowe dla największych odległości (Tatew, Chor Wirap) i wynajmowałem samochód na średnie odległości (Sevan, Dilijan). Oba podejścia zadziałały.

Powrót

Opuściłem Armenię po czternastu dniach z poczuciem, że ledwo zadrapałem powierzchnię. Są klasztory w Lori, do których nie dotarłem, kraj winiarski wokół Areni zasługuje na więcej niż jeden dzień, i chcę przejść właściwy odcinek Szlaku Transkaukaskiego przez lasy Tavush. Armenia to miejsce, do którego przyjeżdżasz jako turysta i wyjeżdżasz planując powrót.

Różowe ulice Erywania, pogańskie kolumny w Garni sylwetowane na tle wąwozu, cisza wewnątrz Geghard, dwanaście minut schodzenia do wąwozu Vorotan — to są rzeczy, których nie znalazłem podczas innych podróży w regionie, i nie spodziewałem się znaleźć ich tutaj. To jest, w końcu, najlepsza reklama pojechania gdzieś, nie będąc całkowicie pewnym, czego się szuka.