24 kwietnia: upamiętnienie ludobójstwa Ormian w Erywaniu

24 kwietnia: upamiętnienie ludobójstwa Ormian w Erywaniu

Czym jest 24 kwietnia

24 kwietnia to dzień, w którym Armenia upamiętnia ludobójstwo Ormian — systematyczne deportacje i masowe zabójstwa Ormian przeprowadzone przez rząd osmański od 1915 roku, które zabiły szacunkowo od 1 do 1,5 miliona osób i zniszczyły ormiańską obecność w większości Anatolii. 24 kwietnia upamiętnia rocznicę aresztowań ormiańskich intelektualistów i przywódców społecznych w Konstantynopolu w 1915 roku, często cytowanych jako początek zorganizowanej kampanii.

Ludobójstwo jest uznanym faktem historycznym, potwierdzonym przez rosnącą liczbę rządów i parlamentów na świecie oraz przez większość historyków XX wieku. Jest to centralna tragedia historii ormiańskiej, wydarzenie, które ukształtowało społeczności diasporowe we Francji, Stanach Zjednoczonych, Libanie, Syrii i gdzie indziej, i pozostaje żywą obecnością w ormiańskiej pamięci kulturowej w sposób, który nie jest ani odległy, ani czysto historyczny.

Dla odwiedzającego Armenię 24 kwietnia to dzień, gdy relacja kraju z własną historią staje się widoczna w najbardziej bezpośredni sposób. Byłem w Erywaniu w kwietniu 2021 roku i pojechałem do Tsitsernakaberd — kompleksu memorialnego na wzgórzu ponad wąwozem Hrazdan — rankiem upamiętnienia. To relacja z tego, co widziałem i o czym myślałem.

Tsitsernakaberd przed nadejściem tłumów

Dotarłem do pomnika o 7:30, co było wystarczająco wcześnie, by znaleźć się na miejscu przed główną procesją, ale wystarczająco późno, by pierwsi indywidualni odwiedzający byli już tam. Tsitsernakaberd — nazwa oznacza „twierdzę jaskółek” — to wzgórze w zachodnim Erywaniu, ponad wąwozem. Kompleks memorialny, zbudowany w 1967 roku, składa się z dwóch głównych elementów: kolistej bazaltowej ściany otaczającej wieczny ogień i 44-metrowej steli rozchodzącej się w miarę wznoszenia się, dwa ramiona opierające się od siebie. Jest też Muzeum Ludobójstwa, wbudowane w zbocze wzgórza poniżej pomnika.

Dojście do pomnika przebiega długą aleją wysadzaną cyprysami. Cyprys to tradycyjny ormiański symbol żałoby. Setki drzew, wszystkie wysokie i ciemne, tworzą szpaler po obu stronach ścieżki. We wczesnym porannym świetle aprilskim, przed tłumami, przejście tą aleją w ciszy wytwarza pewną jakość uwagi, którą nie znalazłem nigdzie indziej.

Przy kolistym pomniku mała liczba osób już składała kwiaty przy wiecznym ogniu. Sam ogień — palnik gazowy w centrum dwunastosegmentowego koła bazaltowego — płonie nieustannie, niezależnie od pogody. Segmenty koła reprezentują dwanaście prowincji historycznej zachodniej Armenii, z których większość leży dziś w wschodniej Turcji. Stałem tam przez chwilę i obserwowałem ludzi przynoszących kwiaty.

Marsz

Główne upamiętnienie zaczyna się rano i trwa przez cały dzień. W 2021 roku, przy ograniczeniach COVID, marsz był mniejszy niż zwykle — ale nawet zredukowany, wypełniał aleję przez dłuższy czas. Ormianie przyjeżdżają indywidualnie i w grupach rodzinnych, autobusami z każdej prowincji, z diaspory, jeśli granice są otwarte, z lokalnych społeczności diasporowych w samym Erywaniu. Niosą kwiaty — zazwyczaj czerwone goździki lub polne kwiaty — by złożyć je przy wiecznym ogniu.

To, co uderzyło mnie najbardziej, stojąc z boku alei, by obserwować, a następnie idąc obok przez część podejścia, to skład tłumu: starsi ludzie, którzy słyszeli te opowieści od własnych dziadków, dzieci zbyt małe, by mieć jakąkolwiek historyczną świadomość, ale niosące kwiaty, które im dano, młodzi ludzie w dwudziestych i trzydziestych latach rozumiejący to wydarzenie zarówno przez edukację, jak i pamięć rodzinną. Kobieta po osiemdziesiątce szła bardzo wolno, wspierana przez kobietę po pięćdziesiątce, która mogła być jej córką. Nie rozmawiały ze sobą. Po prostu szły.

Ksiądz, przy którym przez chwilę stałem, rozmawiał z starszą parą po ormiańsku. Nie mówię po ormiańsku, więc nie wiem, co zostało powiedziane. Ton był spokojny, nieśpieszny.

Homilia Katolikosa

Oficjalna uroczystość przy pomniku obejmuje homilię Katolikosa Wszystkich Ormian — głowy Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, mieszkającego w Etchmiadzin. W 2021 roku Katolikos Karekin II był obecny. Przemówienie było po ormiańsku i go nie rozumiałem, ale od tamtej pory czytałem tłumaczenie kluczowych elementów: wezwanie do międzynarodowego uznania, potwierdzenie potomków ocalałych, teologiczne ujęcie pamięci jako aktu świadectwa, a nie zemsty.

Były modlitwy. Była muzyka — duduk, ormiański instrument, którego brzmienie jest w ormiańskiej tradycji muzycznej kojarzone z lamentem, a jego dźwięk niósł się przez wzgórze w porannym powietrzu.

Ceremonia ma jakość powagi, którą myślę, że obserwatorom z zewnątrz może być trudno wytrzymać, nie czując, że wkraczają w coś prywatnego. Byłem świadomy bycia nieOrmianiem w przestrzeni, gdzie większość obecnych nosiła ten dzień w swoich osobistych historiach, a nie tylko w wiedzy. Starałem się zachowywać odpowiednio: cicho, obecnie, nie fotografując ludzi z bliska, nie wykonując obserwacji.

Muzeum Ludobójstwa

Muzeum jest wbudowane w zbocze wzgórza poniżej pomnika i mieści stałą wystawę dotyczącą ludobójstwa Ormian: dokumenty historyczne, fotografie, trasy deportacji, świadectwa ocalałych i zapisy międzynarodowego uznania. Odwiedziłem je po południu, po tym jak główne tłumy przetworzyły się.

Wystawa jest gęsta od podstawowych źródeł — telegramów, raportów konsularnych, fotografii od obserwatorów z Niemiec i Ameryki obecnych podczas deportacji. Dowody są obszerne i dobrze udokumentowane. Muzeum nie komentuje; przedstawia dokumenty i pozwala im mówić.

Najbardziej poruszająca sekcja, dla mnie, to pokój z fotografiami zrobionymi przez niemieckich oficerów obecnych jako doradcy wojskowi armii osmańskiej. To nie są antynimieckie fotografie — większość niemieckich obserwatorów była przerażona tym, czego była świadkiem — ale są to zapisy robione przez ludzi, którzy byli tam i którzy nie byli Ormianami, co czyni je szczególnym rodzajem dowodu.

Spędziłem w muzeum około półtorej godziny. Przewodnik po Tsitsernakaberd zawiera praktyczne informacje o odwiedzaniu.

Kwiaty i co oznaczają

Konkretnym rytuałem 24 kwietnia jest przynoszenie kwiatów. Czerwone goździki są najczęstsze — nie dlatego, że ktokolwiek to zarządził, ale dlatego, że przez dziesięciolecia od otwarcia pomnika w 1967 roku ewoluowało to w konwencję. Rodziny przynoszą pęczki. Uczniowie niosą pojedyncze łodygi. Niektórzy przynoszą polne kwiaty zebrane ze zboczy wokół Erywania, które wydają się bardziej osobiste i mniej formalne.

Kwiaty gromadzą się przez cały dzień wokół wiecznego ognia. Pod późnym popołudniem wewnętrzny krąg pomnika jest głęboko w czerwieni i bieli. Skala staje się symboliczna: to nie jest gest jednej rodziny, ale zbiorowy akt świadectwa, kwiaty nakładające się na kwiaty, aż kamień staje się prawie niewidoczny.

Obserwowałem jedną rodzinę — babcię, jej dorosłą córkę i dwoje wnuków mniej więcej w wieku ośmiu i dwunastu lat — składających kwiaty w ciszy. Babcia trzymała dzieci za ręce po tym. Starsze dziecko zapytało ją coś po ormiańsku. Odpowiedziała kilkoma słowami. Dziecko kiwnęło głową.

Nie wiem, co zostało powiedziane. Nie pytałem. Ale gest — pytanie, prosta odpowiedź, skiniecie — był specyficznym kształtem wydarzenia: jedno pokolenie wyjaśniające następnemu, co tu robią i dlaczego.

Wymiar diasporowy

To, co sprawia, że 24 kwietnia w Erywaniu jest inny niż czysto narodowe upamiętnienie, to diaspora. W normalnych latach Ormianie z Francji, Stanów Zjednoczonych, Libanu, Australii i innych miejsc podróżują specjalnie do Erywania, by być w Tsitsernakaberd tego dnia. Społeczności diasporowe istnieją dlatego, że ludobójstwo rozrzuciło ormiańską populację po świecie; powrót do Erywania 24 kwietnia jest dla wielu Ormian diasporowych konkretnym aktem ponownego połączenia.

Rozmawiałem krótko z mężczyzną o imieniu Hagop, który przyleciał z Lyonu z żoną i dwójką dorosłych dzieci. Jego rodzina pochodziła z Harpudu we wschodniej Anatolii — jednego z miast, z których zorganizowano deportacje Ormian w 1915 roku. „Moja prababcia przeżyła” — powiedział. „Przybyła do Francji jako uchodźca. My wróciliśmy.” Powiedział to prosto, bez dramatyzmu. Jego żona trzymała kwiaty.

Diasporowy wymiar ormiańskiej historii to coś, co przewodniki dziedzictwa diasporowego omawiają w praktycznych kategoriach: jak śledzić przodkowską wioskę, jak korzystać z pomnika w sposób łączący osobistą historię rodziny z większym wydarzeniem upamiętniającym. Dla wielu odwiedzających diasporowych 24 kwietnia w Erywaniu jest centralnym celem wizyty dziedzictwa.

O byciu odwiedzającym

Chcę być bezpośredni wobec pytania, które każdy nieormiański odwiedzający powinien sobie zadać przed wyjazdem 24 kwietnia: czy właściwe jest, że tu jestem?

Mój wniosek brzmiał: tak, z warunkami. Upamiętnienie jest wydarzeniem publicznym i odwiedzający nie są odsyłani. Obecność nieormiańskich świadków — ludzi, którzy przyjeżdżają jako sojusznicy pamięci, a nie obserwatorzy ciekawości — wydaje się, z Ormian, z którymi rozmawiałem później, być witana. „Ważne jest, że ludzie przyjeżdżają z zewnątrz i widzą to” — powiedział młody mężczyzna, z którym krótko rozmawiałem przy pomniku. „Ważne jest, żeby ludzie wiedzieli.”

Warunki są takie: przyjedź cicho, nie fotografuj ludzi w żałobie z bliska, nie traktuj tego jako atrakcji turystycznej i poświęć czas na zrozumienie znaczenia dnia przed przyjazdem. Przewodnik pielgrzymkowy po Tsitsernakaberd jest dobrym punktem wyjścia do zrozumienia kontekstu.

24 kwietnia w Erywaniu to posępny dzień, dzień marszu, kwiatów i ciszy, a jednocześnie dzień niezwykłej solidarności obywatelskiej — cały kraj i większość jego diaspory poruszające się razem ku wzgórzowemu pomnikowi. Dla odwiedzającego gotowego być obecnym z odpowiednią pokorą, to jedno z bardziej znaczących rzeczy dostępnych do zobaczenia w tej części świata.